CO ona mówi, O CO jemu chodzi?… czyli o komunikacji między płciami

Iwona Kubis

Czy naprawdę jesteśmy z dwóch różnych planet?

KOBIETY różnią się od MĘŻCZYZN. I odwrotnie :). „Całe szczęście” – mówimy wtedy, gdy podobają nam się te różnice.”Masakra” – stwierdzamy, kiedy zupełnie nie możemy zrozumieć swojego partnera, choć mówi tym samym językiem.

Czy na pewno ten sam język?

No właśnie. I tak i nie. Język ten sam, kodowanie i odkodowanie – odmienne. O tym, jak bardzo różnią się nasz mózgi w komunikacji wspaniale – zrozumiale i z humorem opowiada Mark Gungor. Zobacz!

Ciekawe i niesamowite, prawda?
A teraz ja opowiem Wam, wg mnie doskonale ilustrującą te własnie różnice, historię pewnego małżeństwa. Zaznaczam, że udanego i kochającego się małżeństwa. Przykładem tym posługuje się za zgodą i akceptacją Bohaterów historii.
Otóż to właśnie małżeństwo udało się na wczasy do Chorwacji. Pojechali samochodem. Nie był to ich pierwszy wyjazd i Żona doskonale pamiętała, że Mąż nie życzył sobie aby zastępować go podczas prowadzenia, chociaż ona kilkakrotnie to proponowała. Wolała nie wnikać, czy chce ją oszczędzić, czy – przeciwnie – uważa, że ona słabo poradzi sobie na zagranicznych drogach… Tym razem sytuacja była napięta – jego bolało kolano – o czym Żona ogólnie wiedziała, a żeby podkreślić jak bardzo go boli – prawą nogę – właśnie tę z bolącym kolanem – mocno a wyraziście (jego zdaniem) eksponował tzn. odchylał w jej kierunku i ona powinna była to zauważyć. Nie zauważyła? Albo zauważyła i nie zareagowała? (jeszcze gorzej!). Żona nie reagowała, propozycji przejęcia kierownicy nie składała również. Napięcie było szczególnie wysokie w drodze powrotnej. Mąż nie chciał skorzystać z propozycji Żony, aby zrobili przerwę na konieczny odpoczynek, zatrzymali się w jakimś motelu, zjedli kolację, wyspali się, „odwentylowali”… porozmawiali może. Ona nawet miała jakąś wstępną rezerwację, co jego dodatkowo zirytowało, bo z nim tego nie uzgadniała! W rezultacie zatrzymali się gdzieś w Rumunii na parkingu i próbowali odpocząć…
Wrócili skłóceni. Nie odzywali się do siebie. Następnego dnia po powrocie Żona po obudzeniu, siadając do stołu, z kawą, zastaje na stole otwartą gazetę „Angora” a w niej dwa tytuły, które aż biją w oczy: „coś z Rumunią w tytule” oraz „Śmierć na parkingu”!. Jakby tego było mało – na pustym marginesie narysowane jest długopisem serce przebite strzałą!
Żona: „Zmroziło mnie. Odczytałam jasny i bolesny komunikat. Nasza miłość umarła na tym parkingu. W Rumunii!!!”. Żeby nie było, że sama się nakręca i nadinterpretuje – wspomnianą gazetę zabrała do pracy, gdzie w celach konsultacyjnych – okazała koleżankom. I co? Wszystkie jak jeden mąż (sic!) potwierdziły jej interpretację! Że to koniec, że on chce odejść, że nie ma odwagi tak prosto w oczy i jak zwykły tchórz na gazecie pisze…
Mąż: „No cóż…. ponieważ ja w ogóle nie lubię mówić i jestem milczkiem… chciałem jakoś zagaić.. Ona jeszcze spała, jak wychodziłem… przy śniadaniu akurat czytałem gazetę… No to na marginesie postanowiłem narysować – serduszko przebite strzałą, jak za młodych lat… żeby pamiętała, że mimo wszystko ją kocham…”.
To wszystko oboje mi wyznali podczas sesji małżeńskiej, na którą (na szczęście!!! w ogóle przyszli).

O tym, jak poprawić wzajemne zrozumienie i komunikować się z drugą płcią – w kolejnym artykule.

.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *